(taki kawałek)
Siedzę w prawie pustym tramwaju między kolanami ściskając pudełko czekoladek produkcji krajowej. Właściwie to sam nie wiem dokładnie po co znowu jadę do Agaty. Przecież wczoraj zdecydowałem, że mi nie wolno, że nie powinienem jej mącić w głowie, bo ona jest przecież inna niż wszystkie. Wypiłem dwa piwa w Bardzo Turystycznej Dzielnicy, a potem błąkałem się parę godzin po zapomnianych przez Boga i MPK osiedlach. Potem Tesko. Uwielbiam Tesko nocą. Nieliczni ludzie robiący zakupy o drugiej trzydzieści w nocy uśmiechają się do siebie i przez krótki moment nie są marketowym bydłem z obłędem w oczach. Nawet panie ze stanowisk kasowych są życzliwe. Cholera, co ja mogę poradzić na to, że uwielbiam sklepy wielkopowierzchniowe? Tylko tam chociaż na chwilę udaje mi się zapomnieć, że jestem w Polsce. Moi koledzy walczą z globalizacją, a ja kocham zjednoczoną Europę hipermarketów. Wszędzie jest tak samo. Od Portugalii słonecznej po niemal przytulne molochy sieci Maxima na Litwie. Ogarniam wzrokiem równe rzędy pólek, pieszczotliwie spoglądam w niknące na horyzoncie lodówki z mrożonkami i czuję, że to tu jest mój dom. Podobną błogość budzą we mnie jedynie sieciowe stacje benzynowe i dworcowe kioski z prasą. Relay my life. Z kieszeniami pełnymi snikersów i uśmiechem na nieogolonej twarzy autobusem nocnym wróciłem do mojego skromnego mieszkania w Dzielnicy Nieco Dalszej. Trzy godziny snu. Papieros i kawka. Później poranek i przedpołudnie w sklepie sieci Żenada Ltd., za które zarobiłem dziewiętnaście amerykańskich dolarów. Teraz siedzę mokry w pachnącym stęchłymi butami tramwaju i staram się przypomnieć sobie czemu zwykły spacer w strugach deszczu przerodził się w kolejną bezsensowną wyprawę do niej. Zamykam oczy i po policzkach powoli spływają mi krople deszczu. Wyglądam pewnie jakbym płakał, ale to nie to. Dawno już nie płakałem na trzeźwo. Moje własne niewyraźne odbicie w brudnej szybie uśmiecha się do mnie i nie ma w nim smutku. Raczej wrodzona tępota. Zdaję sobie sprawę, że przecież cały czas znam odpowiedź. To tylko głód. Ten sam co zawsze. Ten który kazał mi wyobrażać sobie parkowy numerek z pijaną blondynką w jasnoniebieskich najkach i bladozielonej kurtce adasia co spała obok mnie w nocnym autobusie przy każdej nierówności kiwając głową. Jak te śmieszne bazarowe pieski tak popularne wśród kierowców samochodów na blachach LTM. Jakby robiła komuś laskę przez sen.
(pozdro Łoło jeśli to czytasz to trzymak kciuki, ziom:D)
Nie ma jeszcze komentarzy
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz
