Cześć,
Pozwolisz, że opowiem Ci bajkę?
Nie będzie to literackie. Tym razem moje słowa nie będą piękne.
Czasem śnią mi się uśmiechnięte twarze dzieci, na poboczu wiejskiej drogi, jest tam kurz, polne kwiaty i stare, znoszone ubranie robocze i dużo, bardzo dużo słońca. W pobliżu las i pole pszenicy. Dzieci uśmiechają się do mnie i przytulają się do mojej brudnej twarzy. W dłoniach trzymam grabie, albo inne widły i chce bardzo pójść z nimi, ale nie mogę bo dorośli nie mogą po prostu tak biegać po łąkach. Cały czas się uśmiecham. Kocham takie sny. A w moich koszmarach jestem znów agresywny, jak kiedyś. Krzyczę na ludzi których kocham. Żądam i rozkazuję. Czasem śni mi się, że ktoś mnie powiesił albo rozstrzelał. Właśnie wtedy cieszę się, że się obudziłem. Trudno mi żyć z moim egoizmem, i z tym że jestem tylko nieudacznikiem. Marzycielem który goni z jednego beznadziejnego miejsca do drugiego. Z jednego ślepego zaułku do następnego. Że nie mogę się nastawić na jeden konkretny cel. Jestem nikim i świadomość tego sprawia, że nie mogę nic zrobić. I nie potrafię stać się kimś innym. Bycie nikim to jest to kim jestem. Jestem jaki jestem. As esu as. Nienawidzę tego. Moje dni. Wszystkie zwykłe dni w halach produkcyjnych, w fabrykach. Pachnące kawą z automatu i tanimi fajkami zimne poranki, kurz i ludzie do których nie czuję nic, a na których obecność jestem skazany codziennie. Wszystkie zmiany, numery konta i wypłaty których nie chcę. Zwykłe dni poprzetykane małymi chwilami pięknego spokoju. Mój syn… Radość – kiedy siedzę w kolejnym autobusie albo pociągu, kiedy piszę, albo kiedy jestem (byłem?) z Nią. Kiedy jestem w jakimś miejscu gdzie jest dużo ludzi. Albo kiedy coś opowiadam i ktoś chce mnie słuchać. Kiedy wschodzi słońce. Chłodna letnia noc. Czasem. Pocałunek… Może życie po prostu nie jest takie i zbyt długo poszukiwałem drogi. Może nie ma sensu walczyć o coś, przecież tak długo nie wiedziałem czego chcę. Może to tylko po to… Tylko ślady Twoich stóp pozostaną elementem mojej ścieżki. Pójdę dalej sam. Marzenia się nie liczą. Może dorosłość polega na wybieraniu prostszych rozwiązań? Nie mam marzeń nie związanych z Tobą. Powinienem chyba cynicznie wykorzystywać innych ludzi i zarabiać jakieś pieniądze. Nie chcę tego. Ile bym dał za to, żeby konstrukcja budynku nie wytrzymała. Tak po prostu. Miałem napisać jeszcze o moim ulubionym mieście, które kocham od pierwszego wejrzenia. I o miłości do Niej. Dzięki niej już nigdy nie będę taki sam jak przedtem. I jak pokochałem kolor pomarańczowy. O żelkach owocowych. O hotelu „Hilton”. O pociągach. Deszczu. Zachodach słońca. Morzu i tym co mi przyniosło. Nadziei. Prawdzie.
O Formule Szczęścia.
O poszukiwaniach które zaprowadziły mnie do punktu wyjścia. O tym, że zawsze pisałem wiersze tylko dla Niej. Długo zanim ją poznałem ona już tam była. Czekała na mnie. Teraz zostałem sam. Mam iść dalej? Po co?
Przeszłość dała mi wiele bólu i była dobrą lekcją. To że pozbyłem się nienawiści. Tak dużo straciłem z własnej winy. Potem znalazłem dwa magiczne klucze do ścieżek i bezdroży: Nie wiem. Nie obchodzi mnie to. Słowa jak tarcza i zbroja. Niezniszczalność.
Teraźniejszość jest dowodem, że nie ma spraw absolutnych, i że koniec może nadejść cicho i niepostrzeżenie. Że nie warto wierzyć. Że można tylko udawać. Że są rzeczy ważniejsze niż miłość.
Od przyszłości oczekuję odpowiedzi. Na jedno, jedyne pytanie. Najpierw jednak muszę dowiedzieć się o co chcę spytać, kogo i gdzie…
No Comments Yet
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz
