Dziwne jak wbrew temu co próbuję osiągnąć fikcja plącze mi się z rzeczywistością. |Chyba najmniej udany kawałek “pzk”, ale nie mi to oceniać.
Dni mijają szybko. Tylko noce w łóżku wielkim jak Ocean Spokojny trwają w nieskończoność.
Nie mogę zasnąć. Stoję na dachu budynku i palę papierosa. Zastanawiam się jak to się skończy. Co znowu zepsuję? Co pójdzie nie tak? Za którym zakrętem jedno z nas stwierdzi, że nie ma już „my”? Że ten autobus nie jedzie do tej samej stacji końcowej. Dlaczego to będzie ona? Jest późna noc, księżyc wisi nisko ponad miastem starając się wyplątać z szarpiących jego blade podbrzusze drutów telewizyjnych anten i piorunochronów. Krztusząc się powietrzem śmierdzącym odpadkami kuchennymi i przemysłowymi wyziewami marzy o końcu swojej nocnej zmiany. Czeka na zmiennika, starszego brata co wysuszy na kość trawniki i ulice zamieniając moje miasto w pustynię. Jest noc. Przychodzi moment zwątpienia, chwila w której nie wierzę w związki na odległość. Kiedy wyobrażam ją sobie w momencie wyboru. Jakiś dupek w jej wieku. Z wyższym wykształceniem albo napchanym kontem. Albo artysta któremu właśnie udało się wydać zajebiście popularną, odkrywczą płytę. Albo inne uosobienie moich kompleksów. Następnym krokiem będzie telefon przed południem. Zostaniemy przyjaciółmi? Znowu zostanę sam, w brudnym łóżku zawzięcie próbując przespać jak największą część beznadziejnego czasu jaki mi pozostał. Przyjdą chwile, kiedy znienawidzę dni wolne od pracy. Czas wielu papierosów i kolejnych bezsensownych wyjazdów gdziekolwiek, aby dalej, na kilka miesięcy się oderwać. Zostać samemu. Przyjaciele nie napiszą, skrzynka pocztowa pozostanie pusta. Dlaczego tym razem wiem, że to będzie ona? Piszę esmesa, który zamiast pomóc tylko ją wkurwi. Później drugiego, że bardzo przepraszam. Nigdy nie waż się przepraszać bez powodu! Przepraszam. Tyle razy przepraszałem, za to że jestem. Jestem kim jestem. Inny nie będę. Dlaczego przynajmniej ty nie pozwolisz mi przepraszać do woli? Dlaczego nie mogę przynajmniej przy tobie użalać się nad własnym nieudanym życiem, a za chwilę planować podboju tej marnej planety, kilku okolicznych, a w bardziej odległych planach całej tej prowincjonalnej galaktyki? Chcę żyć! Biec do przodu, zmieniać zdanie i plany co dziesięć minut! Po co ci ta cała stałość, skoro jutro może nas nie być? Kim jestem? Kim dla ciebie jestem? Dlaczego nie mogę mieszkać bliżej? Zadzwonić po pracy i zaprosić cię na kawę albo spacer? Dlaczego nie chcesz, żebym przeprowadził się do twojego Miasta? Żebym żył twoim życiem, śpiewał te same rewolucyjne piosenki? Dla mnie to proste. Bilet, jakiś skromny pokój. Imponujące cefał z wieloletnim doświadczeniem w kilku branżach przemysłu lekkiego i ogrodnictwie. Patrzę na księżyc. Amerykańska flaga i ślady butów Nila zostaną tam na zawsze. Chciałbym, żeby ślady które ja po sobie pozostawię, słowa które powiem, piosenki które zaśpiewam, żeby to wszystko co robię na wieki pozostało gdzieś na dnie twojej pamięci. Budząc się, obojętnie czy obok ciebie, czy kilkaset kilometrów dalej chcę mieć pewność. Pewność że jesteś moja. Pociąg dalej jedzie. Ostatni pociąg do domu. Moje miejsce jest tam gdzie ty jesteś. To jest przecież takie proste Co ma do rzeczy ekonomia, konta bankowe i moja wątpliwa przyszłość? Dlaczego brak mi wiary, a nadzieja nie jest wieczna jak trawa? Robi się zimno. Opuszczam dach pięciopiętrowego bloku mieszkalnego. Powietrze pachnie późnym sierpniem. Dobranoc. Tej krótkiej wiadomości tekstowej nie wyślę. Boję się.
Nigdy nie dowiesz się co myślę. Wtedy najprawdopodobniej bym cię stracił. Może właśnie tak powinno być? Bo to tak naprawdę było tylko dla mnie. Jak zawsze.
No Comments Yet
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz
