[Ślina] Czerwień

Czerwień.

[Ślina]

 

Przemknąłem się przez dziwnie cichy przedpokój obity tanią imitacją akacjowej boazerii. Minąłem śmierdząca szafkę z butami i lustro w kremowej, plastikowej oprawie. Otworzyłem drzwi do dużego pokoju. Meble w pokoju zaczęły zmieniać barwę z jasnego brązu na lekko zgniłą czerwień. Ściany wglądały jak na tanim amerykańskim horrorze, powoli spływając bordowymi plamami. Od sufitu w stronę podłogi. Powoli, omijając kwiaty zawieszone w białych bazarowych doniczkach. Kwiaty są żywe. Żywe istoty nie zmieniają kolorów w ten sposób. Zabawne. Kiedy byłem mały myślałem ze wszyscy ludzie widza to co ja. Dobrze ze nigdy się nikomu nie wygadałem bo penie wysłaliby mnie na jakieś leczenie i spierdolili dzieciństwo, młodość i cala resztę życia. A tak miałem szanse zrobić to samemu. Na drzwiach pojawiła się powoli plama koloru rdzy. Wziąłem głęboki oddech. Będzie dym. Rozluźniłem mięsnie wykonując ten mój śmieszny ruch ramionami. Najpierw prawe ramie w gore, potem lewe. Jak meksykańska fala. Pokręciłem głową aż zatrzeszczała szyja. Wyłamałem palce. Drzwi powoli uchyliły się. Do pomieszczenia wdarły się krzyki. Marek popchnął lekko swoja żonę aż zatoczyła się w moim kierunku. Właściwie nic do niej nie czułem i prawdopodobnie miałem w dupie to co się z nią dzieje. Co się dzieje z Markiem tez miałem w dupie. Podobnie jak to co się dzieje w kilkudziesięciu milionach mieszkań w całym Polandstanie. Denerwowały mnie jedynie wieczorne krzyki, które przeszkadzały mi spać. Lubię wcześnie pójść spać i wstać o świcie. Lubię się wyspać. Ich dzieciak pewnie tez lubił. Zwłaszcza ze podobno dzieci w tym wieku śpią praktycznie cały czas. Żona Marka oparła się o tania meblościankę. Albo o telewizor. Uśmiechnąłem się i robiąc kilka płynnych kroków do przodu uderzyłem sąsiada w twarz. Po bezpośrednim trafieniu w nos usłyszałem ciche chrupniecie kości. Zobaczyłem krew. Cofnąłem się i poprawiłem kopniakiem w podbrzusze. Schylił się. Złapałem go za koszule i dokończyłem „z baranka”. Z cichym jęknięciem usiadł na fotelu. Żona zaczęła krzyczeć:

- Dzwonie na policje! Kto ci się kazał wtrącać? Co cię kurwa obchodzi co się u nas dzieje? Ty wiesz jak będziesz miał teraz przejebane?!

Ściany zrobiły się na moment jasnoczerwone,  w jej bezpośrednim sąsiedztwie wpadając w rażący w oczy pomarańcz. Za chwile jednak stały się lodowato białe, z lekka nutka sinej, jakby chorej zieleni. Marek wyszeptał tylko cicho patrząc na mnie i na dysząca nienawiścią kobietę:

- Nigdzie nie dzwonisz. Wypierdalaj i nie pokazuj się więcej.

W pierwszym momencie zabrzmiało to tak, jakby mówił do niej co wprawiło mnie w wyśmienity humor. Miałem ochotę parsknąć śmiechem. Powstrzymałem się i z lekkim tylko uśmiechem odwróciłem się i przeszedłszy przedpokój zamknąłem za sobą białe drzwi z ciemnym obiektywem judasza i numerem namalowanym od szablonu jakieś dwadzieścia lat temu. Dopiero na korytarzu roześmiałem się na glos. Nie mogłem się powstrzymać. Sąsiadka spod dwunastki wyjrzała przez wąska szparę swoich powielekroć zabezpieczonych, ciężkich i antywłamaniowych drzwi. Myślałem ze wyrwie łańcuch dający jej poczucie bezpieczeństwa. Mówiłem na nią „Gerda”. W rzeczywistości też miała na imię tak jakoś z niemiecka. Zastanawia mnie do tej pory to dlaczego w jej okolicy wszystko zawsze przybierało barwę śmierdzących glonów? Siną, niezdrowa barwę?. Może dlatego, że jej chorobliwa ciekawość i przekonanie o własnej idealności były chorobliwie niezdrowe?

 

1 komentarz

  1. inaczej niż zawsze pisane. inaczej.


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz