W miejscu z którego piszę

W miejscu z którego piszę nie ma długich rozmów przy kolacji. Z mojej strony waszego świata życie toczy się po bożemu. Chłopcy idą do zawodówki, a potem do technikum elektrycznego. Albo do mechanicznego. Dziewczęta do gastronomicznego lub ekonomicznego, zdobyć zawód pani ekspedientki. W miejscu z którego piszę rodzice nie rozmawiają ze swoimi dziećmi jeśli jeszcze w ogóle razem mieszkają. Na zakupy chodzi się do supermarketu. Chłopcy po szkole piją piwo z dziewczynami aby później uprawiać miłość w piwnicy lub w windzie zatrzymanej pomiędzy czwartym a piątym piętrem wieżowca. W wieku siedemnastu lub osiemnastu lat idzie się do pierwszej pracy na czarno. Niektórzy w tym wieku kończą jako kurwy lub złodzieje. Albo jako dwa w jednym. Później czeka budowa albo fabryka i szybki ślub spowodowany wpadką. Dziewczyny przesiadują w piaskownicach z dzieciakami, chłopaki idą po pracy na piwo albo na wódkę. W miejscu z którego piszę tata biję mamę bo od tego ciągłego piwa po pracy popadł w alkoholizm. A ona przecież chciała czegoś więcej niż trójka dzieci i dwupokojowe mieszkanie z pięknym widokiem na halę produkcyjną i linię kolejową. Dlatego się kłócą. Sobotę spędzamy na rybach, a wieczorem co młodsi z nas idą na dyskotekę. Szczytem wypoczynku jest coroczny wyjazd nad pobliskie
jezioro. W niedzielę idzie się do kościoła a później na rosół do teściów. Teść ma sześćdziesiątkę na karku i powoli umiera z przepracowania. Teściowa spędza czas sprzed telewizorem oglądając
seriale. Tam pokazują takich ludzi jak my. Tylko szczęśliwszych. Albo doktorów. W przerwach w pracy toczymy rozmowy o rybach, samochodach i dupach. Z przewagą tych pierwszych. Płacą nam wystarczająco dużo żebyśmy nie myśleli o buncie i zbyt mało żebyśmy mogli pozwolić sobie na chwilę zastanowienia lub tak zwane pragnienia wyższe. Nie czytamy. Chyba że pisma motoryzacyjne z których wyrywamy zdjęcia fajnych fur które wieszamy nad maszyną albo w dużym pokoju na ścianie. Żony czytają pisma kobiece w których są rozwiązania wszystkich problemów których one nigdy nie będą mieć. Chłopak mojej siostry sprowadza dziesięcioletnie
samochody z Niemiec. Starszy brat pracuje w magazynie Tesco pod Londynem. Oni są bogaci i mama już cieszy się że kupują działkę i będą mieć dom z ogródkiem i garażem na samochód. W miejscu z którego piszę nie chodzi się do kina bo mamy odtwarzacze diwidi. Nikt ci nie zrobi
śniadania do łóżka bo psa trzeba przecież codziennie wyprowadzić. Szczytem marzeń jest golf trójka albo audi. Wiadomo - niemieckie samochody są nie do zdarcia. Kolega złowił wczoraj trzy
ośmiokilogramowe karpie. Majster znowu nie dał szwagrowi urlopu…

Kiedy chcą być mili nazywają nas pracownikami fizycznymi, ale kiedy przypadkiem zabłądzimy i przejdziemy na drugą stronę słyszymy taktowny szept: robol, fizol, budowlaniec… Na naszą stronę nie przychodzą. Chyba że zrobić reportaż. I dobrze, pewnie by dostali wpierdol od
piętnastolatków co siedzą pod klatką i plują na chodnik.

Brak komentarzy

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz