There wasn’t to much light in my favorite pub
[tekst przeniesiony ze starego bloga - chyzy.blog.city.com]
Fragment czegoś co jeszcze nie ma tytułu - ogólne założenia już mam
W końcu mi się chce… Nawet fajnie mi sie pisze te opowieści:))
[...]
- Wiesz, czasami chciałbym choć przez chwilę pobyć z jedną z tych zaniedbanych dziewczyn, których głównym zajęciem jest nauka na jakiejś kiepskiej uczelni i ewentualnie kółko różańcowe lub pisanie przewidywalnych do bólu wierszy. No wiesz - przerwał, swoją uwagę koncentrując na papierosie którego koniec był bliski i nieuchronny - laski z rodzaju tych, co jak już idą z tobą do lóżka to gaszą światło. Wiesz, spodenki, bluzeczka, buciki i włoski standard, na odtwarzaczu płyta Lejdipanka, bus co piątek wieczorem do domu… Bigos w słoikach, termos z herbatą, zaliczona sesja…
- O czym ty znowu pierdolisz ziomek?
- Chodzi mi ziomuś cały czas o taki myk. Tylko posłuchaj mnie uważnie - odpalił następnego papierosa - Taka dziewczyna rozkwitła by na moich dłoniach jak kwiat. Byłaby jak ptak uwolniony z klatki, jak ryba wypuszczona z sieci, jak słońce wschodzące nad polem bitwy, jak jebany “ciepły letni deszcz”. Wyobrażasz ją sobie? Uwolnioną, otwartą, gotową. Prawdziwą? Nie pociąga cię takie coś? I cały czas, po raz pierwszy kurwa w życiu, jesteś obserwatorem: Patrzysz… Przekazując jej to czego się sam nauczyłeś przez te kilka lat uczysz się sam. Jesteś chłodny. A poźniej… Ona będzię dla ciebie epizodem, stary, a ty dla niej punktem odniesienia, magią do której porówać będzie każdego następnego kolesia…O ile go znajdzie…
- Czy ty przypadkiem nie przeczeniasz swoich umiejętności?
- Nie. Jestem pijany.
[...]
Brak komentarzy
Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz
