Poszukiwacze zaginionych kotów…

[...]

- Pamiętasz ten nasz stary, absurdalny plan na własny biznes?
- Który? Ten z szukaniem zaginionych zwierzaków?
- Tak. Kotów.
- Ba! Jasne że pamiętam. Niewąski brecht.
- Tylko że w pewnym sensie my ich szukamy, tych zaginionych kotów.
- Serio? Ale może jednak coś w tym jest.
- Ile my już zgubiliśmy rzeczy, ilu ludzi? Setki? Tysiące? Cały czas gdzieś zapierdalam, gdzieś biegnę, zmieniam miejsca, zmieniam prace… Ostatnio jesteśmy zajebiście światowi, nie? Zapieprzamy po całej Europie. I co mamy z tego? Byłe dziewczyny, debet na koncie, pokój w mieszkaniu u starych, nędzną robotę, uzależnienie od chlania i brak perspektyw? Jakieś akcje, imprezy w dziwnych miejscach… Zero fascynacji, czegoś ważnego. Nie zostawimy po sobie nic, nawet marnej jakości lokalnej legendy. Przyjdą nowi kolesie, którzy będą robić to samo. A po nich następni. Nie ma wielkich marzeń, zajebistych planów. Wiary, nadziei, miłości, śniadań do łóżka i nagrody Nobla…
- No dobra. Czyli twoim zdaniem pogubiliśmy nasze koty?
- Boję się że tak. Chciałbym wierzyć że przynajmniej ich szukamy. Czasami myślę sobie, zwłaszcza kiedy gdzieś jadę, że nie ważne jest żeby znaleźć, ważne żeby szukać.
- No, nic nowego nie odkryłeś.
- No nic. Ale fajne uczucie. To tak jak z piciem. Tak naprawdę nie jest ważne żeby się napić. Ważne jest samo picie, nie efekt końcowy.
- Albo seks. To samo jest, ziom. Przynajmniej dla mnie.
- Albo z poznawaniem lasek.
- Taaa! W życiu chodzi o to żeby dochodzić, a nie dojść.
- I właśnie dlatego w pewnym, małym kawałku naszego życia spełniliśmy nasze marzenie.
- Poszukiwacze zaginionych kotów, ziom!
- Ba!

Brak komentarzy

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz