Copy Con – Mona Lisa

Ref.:
Mona lisa, mi van a zsebedben?
Mona lisa, ez jár a eszemben.
Mona lisa, gyanús vagy te nekem.
Mondd meg nekem mitől vagy olyan boldog fent? yao
Mona lisa, Mona lisa, Mona lisa
Mondd meg nekem mitől vagy olyan boldog fent?

Mondd meg nekem, mennyit kell még várnom arra,
hogy megtudjam valójában mitől mosolyog a Mona lisa,
miért mosolyog úgy,mint egy szép piros alma,
miért nem fagy le arcáról a mosolya.
Miért van olyan érzésem,mintha már láttam volna,
ezt a nyugodt mosolyt,ami tükröződik róla,
pedig köztudott,hogy nincs mosolyként egy forma
legfeljebb,ha be van..mivan?

(Azt a büdös kurvát,hát beszarok,héj!)

A Mona lisa be van szívva,
A Mona lisa be van szívva.
A Mona lisa be van szívva.
A Mona lisa,be van,holt biztos,hogy bevan.
Hey!Nézzél fel a képre,és eszmélj fel végre,
az előzmények biztos nincsenek megfestve!

Behódolt előtte már a Föld,
(Föld…)
lenyűgözött mindenkit egy vászonra festett hölgy.
(Hölgy…)
Mona lisából sztárt csinált egy pár gramm zöld.
(Zöld…)
A képmérték pedig drasztikus méretet ölt.
(Ölt…)
Valaki ezért már emberéletekre tört.
(Tört…)
Valaki,hogy ellopja,még embert is ölt.
(Ölt…)
Valaki még hamisítványnak is bedőlt.
(Dölt…)
De Mona lisa egy van,kinek mosolya örökzöld!

Mona li,Mona lé,Mona laj,Mona looo,
szólj valamit ha van valami mondanivalód.
Mona li,Mona lé,Mona laj,Mona looo,
Nem kell titkolóznod,én is tudom,hogy jóó!!

Héj,nézzél fel a képre és eszmélj fel végre,
a Mona lisa már kurva biztos,hogy be van tépve!

Ref.:
Mona lisa,mi van a zsebedben?
Mona lisa,ez jár a eszemben.
Mona lisa, gyanús vagy te nekem.
Mondd meg nekem mitől vagy olyan boldog fenn,ya.
Mona lisa,
Mona lisa,
Mona lisa,
Mondd meg mitől vagy olyan boldog fenn ya.

HA!

Wegetarianizm

Ostatnio parę osób pytało mnie dlaczego nie jem mięsa. Odpowiem na to pytanie cytatem z artykułu w National Geographic.

To nie przypadek, że popyt na ziarno rośnie, w miarę jak ludność takich krajów jak Indie i Chiny bogaci się i chce jeść coraz lepiej. Bo choć wieprzowina w sosie słodko-kwaśnym niewątpliwie jest smakowita, jedzenie mięsa to wyjątkowo mało wydajny sposób zaspokajania głodu. Do wyprodukowania schabowego potrzeba 5 razy więcej zboża, niż gdybyśmy bezpośrednio z ziarna chcieli uzyskać tyle samo kalorii. A jeśli mówimy o amerykańskim bydle karmionym kukurydzą – ten stosunek rośnie do 10. W miarę jak coraz więcej zboża przeznacza się na paszę i do produkcji biopaliw, rośnie światowy popyt: z 815 mln ton w roku 1960 r. do 2,16 mld ton w 2008. Według Lestera Browna z Instytutu Polityki Ziemi od roku 2005 sama tylko gorączka biopaliw zwiększyła konsumpcję zbóż z 20 do 50 mln ton rocznie. Nawet Chiny, drugi producent kukurydzy na świecie, nie potrafią wytworzyć wystarczającej ilości zboża, by nakarmić wszystkie swoje świnie.

Mam świadomość, że niewiele zrobię, i że sam tej planety nie zmienię. Ale przynajmniej tyle mogę zrobić.

Cały artykuł:
http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/koniec-obfitosci/

9*1410

(taki kawałek)

Siedzę w prawie pustym tramwaju między kolanami ściskając pudełko czekoladek produkcji krajowej. Właściwie to sam nie wiem dokładnie po co znowu jadę do Agaty. Przecież wczoraj zdecydowałem, że mi nie wolno, że nie powinienem jej mącić w głowie, bo ona jest przecież inna niż wszystkie. Wypiłem dwa piwa w Bardzo Turystycznej Dzielnicy, a potem błąkałem się parę godzin po zapomnianych przez Boga i MPK osiedlach. Potem Tesko. Uwielbiam Tesko nocą. Nieliczni ludzie robiący zakupy o drugiej trzydzieści w nocy uśmiechają się do siebie i przez krótki moment nie są marketowym bydłem z obłędem w oczach. Nawet panie ze stanowisk kasowych są życzliwe. Cholera, co ja mogę poradzić na to, że uwielbiam sklepy wielkopowierzchniowe? Tylko tam chociaż na chwilę udaje mi się zapomnieć, że jestem w Polsce. Moi koledzy walczą z globalizacją, a ja kocham zjednoczoną Europę hipermarketów. Wszędzie jest tak samo. Od Portugalii słonecznej po niemal przytulne molochy sieci Maxima na Litwie. Ogarniam wzrokiem równe rzędy pólek, pieszczotliwie spoglądam w niknące na horyzoncie lodówki z mrożonkami i czuję, że to tu jest mój dom. Podobną błogość budzą we mnie jedynie sieciowe stacje benzynowe i dworcowe kioski z prasą. Relay my life. Z kieszeniami pełnymi snikersów i uśmiechem na nieogolonej twarzy autobusem nocnym wróciłem do mojego skromnego mieszkania w Dzielnicy Nieco Dalszej. Trzy godziny snu. Papieros i kawka. Później poranek i przedpołudnie w sklepie sieci Żenada Ltd., za które zarobiłem dziewiętnaście amerykańskich dolarów. Teraz siedzę mokry w pachnącym stęchłymi butami tramwaju i staram się przypomnieć sobie czemu zwykły spacer w strugach deszczu przerodził się w kolejną bezsensowną wyprawę do niej. Zamykam oczy i po policzkach powoli spływają mi krople deszczu. Wyglądam pewnie jakbym płakał, ale to nie to. Dawno już nie płakałem na trzeźwo. Moje własne niewyraźne odbicie w brudnej szybie uśmiecha się do mnie i nie ma w nim smutku. Raczej wrodzona tępota. Zdaję sobie sprawę, że przecież cały czas znam odpowiedź. To tylko głód. Ten sam co zawsze. Ten który kazał mi wyobrażać sobie parkowy numerek z pijaną blondynką w jasnoniebieskich najkach i bladozielonej kurtce adasia co spała obok mnie w nocnym autobusie przy każdej nierówności kiwając głową. Jak te śmieszne bazarowe pieski tak popularne wśród kierowców samochodów na blachach LTM. Jakby robiła komuś laskę przez sen.

(pozdro Łoło jeśli to czytasz to trzymak kciuki, ziom:D)

Cisza.

Pomimo szumu informacyjnego nie słyszę twojego głosu. W oceanie gówna podnoszę dłoń i jak tonący chwytam się belki w oku bliźniego mego. Już się nie ukryjesz. W codziennych zmianach fryzur w nowych wzorach tatuaży, w setkach tysięcy plików audio i wideo, w megabajtach przetworzonego tekstu. Nie schowasz się. To się nie zdarzy bo tak naprawdę już od dawna ciebie nie ma. Nie masz twarzy. Myślisz, czujesz, krzyczysz, buntujesz się i walczysz. A ja i mi podobni liczymy zyski. Każdy kawałek twojego pieczołowicie budowanego poczucia odrębności wpisujemy w schemat. On jest dynamiczny. Na plecach czując nieświeży oddech popkultury, przed oczami mając przyszłość jasną i dalekie horyzonty zamalowujemy twoje okna w coraz to bardziej kuszące i kolorowe wzory. Trzeba wiedzieć jak dbać o swoją własność. W końcu i tak zmienisz zdanie. My będziemy lepiej wiedzieć kiedy i na jakie. Niewola w którą popadłeś polega na oddaniu ci do dyspozycji jak najszerszej osobistej wolności, poczucia niezależności i swobody dokonywania wyborów. Klatka rozdęła się do takich rozmiarów, że nawet my, nadzorcy, jesteśmy w środku. Od ciebie różnimy się tylko świadomością istnienia granicy. Naszym zadaniem jest rozdmuchiwanie ognia, tak żeby nigdy nie przestał płonąc. Dym wypełnia puste przestrzenie i uniemożliwia orientację. Twórz, działaj, reaguj, decyduj. Nie zgadzaj się, buntuj, miej swoje zdanie, popieraj, wybiera, odrzucaj. My ci pomożemy. Hałas który otacza nas każdego dnia przestaje być słyszalny. Więzienie które jest wystarczająco przestronne i wygodne staje się domem. Nie zamykaj oczu. Generuj.

Dredloki egejn


BRTHZ

Polecam:
http://www.myspace.com/brthz

Mało skromnie powiem, że popełniłem tekst do jednego z kawałków.

Pisactwo

Nowe teksty nie pojawiają się. Nie oznacza to, że nie piszę. Kilka osób pytało, więc informuję. Piszę. Idzie ciężko. Ale idzie. Dużo alkoholu potrzeba. I fajek.

Mniam.

19 Wiosen – Bez matki

Nutka która przypomina mi lato roku 2007.

Pojebana akcja

Typowo blogowo

Przechodząc dzisiaj rano koło Mariackiego znalazłem kartę tarota. Numer XIII. Śmierć. Nie jestem przesądny, ale dzień mi się kurwa posypał potem.

A Ciocia Wikipedia mówi, że:

Mimo stereotypu, że Karta Śmierci oznacza śmierć w dosłownym znaczeniu (utrwalonego m.in. przez charakterystyczne sceny filmowe, w których przerażony wróżbita pokazuje tę właśnie kartę), znaczenie karty dotyczy raczej przejścia – z jednego etapu życia w drugi. Może ona stanowić symbol duchowego odrodzenia – jak i znalezienia się w trudnej sytuacji.

A przeczucia miałem od rana jakieś takie chujowe…

Całą drogę do domu (a znowu zapierdalałem z pętli przez Las Borkowski) miałem ochotę pisać. Na szczęście mi przeszło.

Jestem rozpierdolony jakiś – nie to, że nie szczęśliwy, ale lekkie deżawi mam – już tak kiedyś było – jak uwierzyłem, że jest zajebiście wszystko się popierdoliło.

Naiwność

będę sobie pisał książki do szuflady
pił tanie alkohole truł się tanimi fajkami
pisał wiersze na ścianach w kiblu
w gejklubach podrywał niemieckie turystki
jeździł stopem na łudstok zmieniał fryzury
co 3 miesiące chodził
w dresie nie spal po nocach
marnował czas na youtube jadł byle co
będę nikim jednocześnie mogąc być wszystkim
i wszędzie dla każdego i egoistycznie
dla siebie w samym środku tego świata
którego nie ma w galeriach, wydawnictwach i w gazetach

wierze w sprzeczne rzeczy nie zauważając
sprzeczności jestem świętym i jestem kurwą
mogę dotykać gwiazd i spać
w tramwaju co rano jestem wyjątkowy
bo jestem taki sam jak wszyscy
jestem panią zza nocnej kasy w tesko
jestem ochroniarzem
z dyskoteki jestem smieciarzem
menelem zbierającym drobne na plantach
jestem ojcem synem
mężczyzna i dzieckiem
poetą, pisarzem, zagubionym idiota
i mędrcem

brak ambicji to piękna rzecz

Kraków 28 stycznia 2009
zapis monologu z gg pocięty na wersy